OFICJALNE WIADOMOŚCI: Dyrektor sportowy Legii Warszawa, Michał Żewłakow, potwierdził, że przygoda Pawła Wszołka z klubem dobiegnie końca wraz z końcem stycznia.

OFICJALNE WIADOMOŚCI: Dyrektor sportowy Legii Warszawa, Michał Żewłakow, potwierdził, że przygoda Pawła Wszołka z klubem dobiegnie końca wraz z końcem stycznia.

Paweł Wszołek nie krył ogromnego rozczarowania po remisowym meczu Legii Warszawa z Motorem Lublin. W rozmowie tuż po końcowym gwizdku dał upust frustracji, odnosząc się m.in. do niewykorzystanej okazji przez Mileta Rajovicia.

Samo spotkanie nie stało na najwyższym poziomie, choć obie drużyny próbowały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, bez popadania w skrajnie ofensywną grę. Do przerwy padły dwa gole – Karol Czubak wykorzystał rzut karny dla gospodarzy, a po stałym fragmencie gry do wyrównania doprowadził Rafał Augustyniak.

Po zmianie stron kluczowa okazała się jedna sytuacja. Szansa, którą – jak zauważano – większość napastników z tej półki cenowej zamieniłaby na bramkę, tym razem nie została wykorzystana. To właśnie ten moment w doliczonym czasie gry sprawił, że seria Legii bez zwycięstwa w Ekstraklasie wydłużyła się do siedmiu spotkań.

– To ogromne rozczarowanie. Bardzo potrzebowaliśmy przełamania. Gol w końcówce dałby nam niesamowity impuls. Szkoda tej sytuacji… trudno cokolwiek dodać. Znamy swoją sytuację – mówił Wszołek.

Doświadczony piłkarz podkreślał też, że każdy w drużynie musi wymagać więcej od samego siebie. – Jeśli nie strzelasz goli, nie wygrywasz meczów. Nie krytykuję konkretnego zawodnika – bronimy i atakujemy razem. Ale każdy musi spojrzeć w lustro i w takich momentach po prostu zdobyć bramkę. Rywale nie oddadzą nam punktów za darmo. Od napastników i skrzydłowych wymaga się goli – zaznaczył.

Na koniec Wszołek odniósł się do presji związanej z grą w Legii. – Jeśli ktoś chce pracować nad mentalnością, to powinien to zrobić, bo bycie piłkarzem Legii nie jest łatwe. Presja jest ogromna. Jesteśmy coś winni kibicom. Po takim remisie wstyd mi wyjść na ulicę – podsumował gorzko.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*